Chociaż zdarza mi się
patrzeć z sentymentem w przeszłość (nawet i na tym blogu: http://girl-who-played-with-fire.blogspot.com/2012/07/latom-90-tym-z-mioscia.html),
dumać o metafizyce gumy Donald oraz kaset wideo, nostalgii mojej nie
budzi osoba, którą byłam jeszcze kilka lat temu. Ta z lat wczesnego dzieciństwa
może bardziej, trudno nie mieć słabości do szkraba, który w wieku czterech lat
nauczył się czytać i cztery lata później postanowił przeczytać „Przeminęło z
wiatrem”, mały kochany nerdzik – natomiast myśl o mojej personie sprzed lat,
dajmy na to, czterech czy nawet dwóch, wywołuje we mnie jedynie bezmierną
irytację.
Nie rozumiem osób, które
marzą, żeby znowu mieć –naście lat. Może zrozumiem lepiej, kiedy będę mieć ich
na przykład osiemdziesiąt, a nie dwadzieścia cztery – ale naprawdę, co jest
fajnego w byciu nastolatkiem? Bezdenna głupota i niedoświadczenie życiowe
dawały znać o sobie na każdym kroku, a fakt, że byłam ich nieświadoma, jeszcze
potęgował bolesność wstrząsu. Do zamieszczonej niedawno na HuffPo listy
„mądrości życiowych” 25-latek (http://www.huffingtonpost.com/emma-gray/25-things-i-know-now-that-im-turning-25_b_1726642.html)
mogłabym dopisać jeszcze ze sto własnych rzeczy, łudzę się, że parę może nawet trochę bardziej
celnych niż tamte.
Tak czy inaczej,
strasznie lubię swoją powoli postępującą dojrzałość. Cieszę się, że słowa
Borgesa o subtelnej różnicy między trzymaniem kogoś za rękę a krępowaniem duszy
(bardzo, bardzo wolne tłumaczenie wiersza „You Learn”) nie są już dla mnie
tylko pustymi słowami i zastanawiam się czasem, ilu idiotyzmów w swoim życiu
mogłabym uniknąć, gdybym zrozumiała je wcześniej. Z drugiej strony –
zrozumienie przyszło oczywiście tylko i wyłącznie dzięki doświadczeniom. Błędne
koło – niestety, literatura pomaga zrozumieć pewne mechanizmy tego, co nas
spotyka, ale na ogół dopiero po fakcie (podobnie rzecz ma się z radami mądrzejszych od nas osób).
Cieszę się, że potrafię docenić różne rodzaje miłości, że nauczyłam się nie wartościować, tylko po
prostu akceptować ich wszelakie osobliwości. Cieszę się, że chociaż nadal nie
zawsze potrafię odróżnić miłość od tego, co nią nie jest, to nie traktuję już
jako osobistej zniewagi, jeśli ktoś wprowadzi mnie w błąd. Podobnie jest ze świadomością, że za spełnienie czyichś marzeń często nie spotka mnie żadna nagroda. Pewne
rzeczy po prostu są, trudno, idziemy dalej.
Smutek jest jednak potrzebny
i dobry, nawet poczucie upokorzenia nie jest upokarzające samo w sobie – można
je wykorzystać, żeby czegoś się nauczyć i stać się silniejszą osobą, ale można też po prostu nakryć się
kocem, wziąć do ręki Houellebecqa i przez dłuższą chwilę kontemplować własny
smutek i obrzydzenie rzeczywistością. Uwielbiam scenę, w której bohater serialu
„The Newsroom” stwierdza, że ma dość ludzi każących mu po prostu „zapomnieć” o
trudnym doświadczeniu. „Pieprzcie się,” – mówi – „nie wiecie, co naprawdę jest
w mojej głowie”. To nie zawsze jest właściwy moment żeby „wziąć się w garść”,
czasami potrzeba więcej niż wieczoru z pudełkiem lodów i komedią romantyczną,
żeby zacząć choćby kontemplować nowy etap życia. Walczmy o swoje prawo do
kryzysów egzystencjalnych!
Doceniam jednak każdy bolesny moment i nauczkę, doceniam, że będzie ich
jeszcze wiele i rozumiem już, że jestem w stanie znieść je wszystkie. Mam
wrażenie, że będąc młodszą, kompletnie nie potrafiłam docenić jak niesamowite jest posiadanie przyjaciół i osób, z którymi można
przeprowadzić autentyczną rozmowę, niekoniecznie w dramatycznych
okolicznościach, niekoniecznie o trzeciej w nocy, niekoniecznie nad butelką
wina. Pewne rzeczy przyjmowałam kiedyś za pewnik, teraz już jakoś nie potrafię.
I wbrew temu, co głosi mądrość demotywatorowo-złotomyślowa, fakt, że ktoś
przestał być przyjacielem, nie oznacza, że nigdy nim nie był. Czy to ludzie się
zmieniają, czy tylko okoliczności? Tego jeszcze nie wiem, ale prowadzę w tym
kierunku intensywne badania i może kiedyś i to zdołam sobie poustawiać w głowie.
Za nic w świecie nie cofnęłabym czasu, wcale nie tylko dlatego, że nastraszył
mnie Stephen King swoim „Dallas ‘63”. Szkoda by mi było energii na naprawianie
starych błędów, chyba jednak wolę dobrze się bawić popełniając nowe.