sobota, 14 stycznia 2012

Czekając aż załaduje się e-papieros

Ostrzeżenie: poniższy post nie będzie zrozumiały dla nikogo, kto uważa, że papierosy są wyłącznie wstrętne, obrzydliwe i śmierdzą. Na przykład dla osób takich, jak mężczyzna w którym miałam nieszczęście być zakochana w ubiegłym roku, który potrafił na podstawie samego zapachu kołnierza mojej kurtki podać markę palonych przeze mnie papierosów. Krzywiąc się przy tym niemiłosiernie, rzecz jasna.

Nie, to jest post dla tych, którzy lubią zacząć swój dzień od małej fajki albo dwóch. Oczywiście, jesteśmy obrzydliwi i śmierdzimy, ale w jakimś chyba sensie tworzymy rodzaj wspólnoty, prawda? Zadymionej, dusznej i zmuszonej do bezustannego wysłuchiwania, jak to rujnujemy swoje zdrowie.

Tak, w ubiegłym roku uzależniłam się od papierosów. Można by podać wiele przyczyn (brawo, Sherlocku, mężczyzna wspomniany w pierwszym paragrafie mógł tam odegrać niejaką rolę), ale właściwie po co? O negatywach można sobie przeczytać na pierwszym lepszym portalu zdrowotnym, a ja właśnie chciałam tak lekko demoralizująco o tym, co mnie w paleniu pociąga.

Ale po kolei. Żeby trochę podratować swoje systematycznie rujnowane zdrowie, sprawiłam sobie e-papierosa, ze względu na to że jest smaczny i zdrowy. Zdrowszy. Do tego nie śmierdzi, nie zatruwa i ogólnie to alleluja, już żaden facet nie będzie się krzywił (ewentualnie – i co dość prawdopodobne – znajdzie sobie do krzywienia inny powód). Proste?

Nie. Bo jak wszystkie substytuty, zdrowe, koszerne i legalne, e-papieros jest pozbawiony duszy. I znów, nie zrozumie tego nikt kto uważa jedynie że zapach zwyczajnych papierosów jest ohydny. Dla mnie jest on źródłem niemal metafizycznej ekscytacji. Na pewno w jakimś stopniu ukształtowała mnie kultura, te wszystkie uromantycznione ujęcia znanych pisarzy i aktorów z fajką zwisającą nonszalancko z kącika ust, że już nie wspomnę o femmes fatales, dmuchających w twarz dymem uwodzonym przez siebie nieszczęśnikom. Dziś próbuje się te sceny sterylizować, pewnie już niebawem nawet James Dean zostanie zgwałcony Photoshopem i pozbawiony jednego ze swoich głównych atrybutów. Ale mnie ta oldschoolowa dekadencja pociąga.

Tak, nie można zaprzeczyć, że palenie jest niezdrowe i w jakimś sensie odrażające. Releguje się nas do sal dla palących, niechętnie wydzielonych kącików dla palaczy, do tych małych gett gdzie możemy wzajemnie się zatruwać nie robiąc nikomu przykrości. Nie mam o to pretensji, zawsze mogę przecież wyjąć swojego e-papierosa i zrobić to smacznie i zdrowo, a ewentualnemu adoratorowi dmuchnąć w twarz bezpłciową parą wodną. Ale kiedy będę mieć potrzebę doznania, czy kiedy będę chciała nawet tylko pobudzić się przed pisaniem magisterki, i tak pobiegnę do Żabki po najtańsze fajki. Rzucajcie na mnie gromy i każcie mi wyjść na zewnątrz, ja po prostu jestem niereformowalna.

Jak dobrze, że mamy internet. Przynajmniej mogę sobie powiedzieć, że w końcu ludzie miewają fetysze znacznie bardziej obrzydliwe niż ten mój nieszczęsny nikotynowy. A któregoś dnia i tak rzucę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz