środa, 18 stycznia 2012

Powieść jak marzenie

Moja radość z akceptacji (bardzo, bardzo mizernego) początku mojej pracy magisterskiej przez panią promotor nie mogła się oczywiście wyrazić inaczej, jak głęboką potrzebą napisania czegoś zupełnie innego. Z niedostatku talentu i z lenistwa, będzie to wpis na blogu, ale w Idealnym Świecie, do którego portalu wciąż jeszcze nie udało mi się odkryć (a podobno ktoś go kiedyś znalazł, w szemranym barze po wielu, wielu drinkach… ale może to tylko miejska legenda) piszę swoją wymarzoną powieść.

Brakuje mi fabuły, konkretnych bohaterów i szerszego tematu. A, i może jeszcze talentu, ale o tym już wspomniałam. Niestety, mam tylko słodko-gorzką garstkę doświadczeń i przemyśleń życiowych które chciałabym tam zawrzeć. Nie będę się tutaj na ich temat rozwodzić, bo ktoś mi jeszcze podkradnie te moje perełki mądrości, które tak bardzo są przecież oryginalne i nie występujące w naturze.

Zaraz, a może jednak nie są. Lepiej się chyba nad tym nie zastanawiać.

Będąc dziewczęciem młodszym jeszcze niż obecnie, miałam tych pomysłów całkiem sporo. Niektóre zaowocowały przeciętnymi opowiadaniami, niewiele lepszymi wierszami, w jednym wypadku nawet mini-powieścią detektywistyczną, ale jest im wszystkim tak daleko do tej mojej wymarzonej Wielkiej Epickiej, jak poziomowi humoru w polskich komediach do seriali HBO. (Przepraszam. Musiałam. A nawet jeśli nie musiałam, to chciałam.)

Przyrodzone gatunkowi ludzkiemu lenistwo każde mi także wzdrygać się przed koniecznością zbierania informacji (jakże gładko ominęłam pułapkę użycia słowa „research”). Oczywiście, można sobie poradzić bez tego, na przykład jeśli pisze się sagę „Zmierzch”, ale moje marzenia obejmują nie tylko sam akt twórczy, ale i jego równie rozkoszne konsekwencje takie jak publikacja, przeciętne choćby uznanie ze strony krytyków, a w najmniej korzystnym dla mnie scenariuszu, przynajmniej nie bycie uznaną za idiotkę bez talentu realizującą swoje nastoletnie fantazje.

Oczywiście, każdy pisarz w jakimś chyba stopniu traktuje tworzenie jako realizację fantazji, cały myk jednak w tym, żeby to zrobić dyskretnie i żeby zbyt wiele osób się nie domyśliło. Nie wspomnę już o tym, że moja powieść nie obyłaby się zapewne bez scen erotycznych, a na samą myśl o tym, że miałaby je czytać moja rodzina, czuję się gorzej niż po przejedzeniu w wigilijny wieczór. A jeśli, co gorsza, nawet oni nie będą chcieli czytać? A jeśli nie przeczyta nikt i cholerstwo wyląduje na wieki w mojej szufladzie? To po to męczyłam swój kręgosłup, mordując tylko dodatkowo wadę którą mam od dzieciństwa, nie poszłam na imprezę w ostatni piątek i zawaliłam terminy na studiach?? Tyle problemów naraz, nie, chyba nie zacznę dziś pisać.

Podsumowując, przeraża mnie i pociąga jednocześnie wizja długich godzin spędzonych nad komputerem i próby wykreowania własnego świata. Napisawszy teraz to zdanie, zdałam sobie sprawę, że właściwie to tak właśnie spędzam większość swoich dni, tylko że żadna powieść z tego nie powstaje. Złośliwość losu!

3 komentarze:

  1. Kochanie, Twoje opowiadanie, które znam, było niczego sobie;

    OdpowiedzUsuń
  2. Z chęcią bym przeczytała te opowiadania i powieść z lat młodości. W to, że są przeciętne absolutnie nie uwierze!

    OdpowiedzUsuń
  3. @Silfrin Kto wie, może kiedyś coś wrzucę ;-)

    @Nama...kkal (WTF?) OH HOH HOH DIABEŁ SIĘ ODEZWAŁ! Napisz coś w tym swoim blogu to może zostaniemy BFFs. ;-P

    OdpowiedzUsuń