sobota, 12 maja 2012

Poliytcznie, bez zacięcia

Ogarnęło mnie w ostatnim czasie tak ogromne zaabsorbowanie własnymi sprawami, że właściwie przestała mnie interesować polityka. Nie podpisałam apelu o uwolnienie Julii, nie urządziłam sobie minuty ciszy nad emeryturą, której pewnie nie doczekam, bo jak fajki i niezdrowy tryb życia mnie nie zabiją, to i tak wcześniej zrobią to nerwy, a słowo „kryzys” najbardziej kojarzy mi się w tym momencie ze stanem mojego własnego życia.

Gardziłam kiedyś ludźmi, którzy nie interesują się polityką. Oczywiście, mając lat –naście, gardzi się z łatwością wszystkim i wszystkimi, począwszy od samego siebie. Niektórzy nawet nigdy z tego nie wyrastają, zostaje im ta pogarda niczym jakiś bardziej wstydliwy odpowiednik ssania kciuka w nocy, w zdumiewający doprawdy sposób czynią z niej nawet sztukę, sposób zarabiania pieniędzy, albo nawet jedno i drugie.

Tak czy inaczej, wydawało mi się swojego czasu, że postawa w stylu „wszyscy kradną” jest niegodna porządnego obywatela, oparta na kompleksach i niedoinformowaniu. Wyewoluowałam od tego czasu na tyle, że już wiem, że wszyscy kradną, bycie porządnym obywatelem nie zamierzam być nawet w marzeniach, a moje zgorzknienie rośnie wprost proporcjonalnie do ilości przyswajanych informacji ze świata i zza płotu.

Niemniej, do dzisiaj czasem drga mi żyłka, kiedy ludzie nie chodzący na wybory krytykują decyzje rządzących. (Dygresja: to akurat może niewiele znaczyć, bo czasami mam wrażenie, że ta żyłka rozedrgała mi się już permanentnie, przechodzi tylko niekiedy w zwodnicze okresy uśpienia). Z drugiej strony, po cholerę się właściwie czepiam? Branie udziału w wyborach nie jest i nie musi być jedynym przejawem działalności obywatelskiej. Są jeszcze akcje, petycje, marsze, blogi (o zgrozo), listy otwarte, organizacje pozarządowe i milion innych rzeczy.

Do rzeczy. Nie dziwi mnie już i nie budzi we mnie ukrytej pogardy zbrzydzenie albo znudzenie tematami politycznymi. Nie jest to też nasza immanentna cecha narodowa, żebym znowu mogła sobie ponarzekać jak mnie ci Polacy denerwują – w końcu dla ogromnej rzeszy Amerykanów ulubionym źródłem informacji są programy satyryczne w rodzaju The Daily Show Jona Stewarta (też lubię). U nas niestety chyba już od dawna nie ma niczego na tym poziomie – był Dziennik telewizyjny, który potem trochę zszedł na psy, potem zniknął z anteny, a Fedorowicz zaczął się produkować w felietonach których jedynym tematem była bojaźń i drżenie przed PiS-em.

Podnieciłam się chwilowo protestami przeciw ACTA, potem i to jakoś przestało mnie interesować, co jak ostatnio wyczytałam w „Polityce” (a jednak!) jest typową dla mojego pokolenia postawą. Może po prostu nie lubię piosenek które już znam („Rejsu” swoją drogą też nie lubię, i nawet nie jest mi z tego powodu wstyd), a czytanie o polityce chwilami przypomina mi serial, którego zakończenie jest dokładnie takie samo z odcinka na odcinek. Czegoś tak nudnego nie wymyśliłaby nawet Ilona Łepkowska (i już chyba nawet w jej scenariuszach są lepsze dialogi).

Nie chcę też jednak kompletnie się odcinać, nie przestanę chodzić na wybory, lubię czasem podpisać jakiś list protestacyjny, kiedy coś mnie dokumentnie wkurzy. Może w tym właśnie ujawnia się u mnie postawa typowo polska – protesty i rewolucje tak, praca u podstaw, niekoniecznie. Mało widowiskowa, przewidywalna i na wskroś przygnębiająca. To ja już chyba wolę pójść na jakiś marsz protestacyjny.

I to już wszystko w dzisiejszym programie.

2 komentarze:

  1. Zajęło mi to prawie miesiąc ale dorosłam wreszcie do skomentowania Ci tego tekstu.

    Nigdy nie interesowałam się polityką samą w sobie, nie wypowiadałam się - tak, byłam pewnie wśród tych osób, którymi gardziłaś w liceum. ;)

    I dziś dopiero uznałam, że koniec milczenia. Czas wykrzyczeć(wybacz, że używam w tym celu Twojego bloga), że moja postawa wynika właśnie z mojej postawy jako obywatela polski! Nie pójdę na wybory tylko po to by głosować 'przeciw'. Chcę móc zagłosować ZA! I dlatego najprędzej spotkasz mnie na marszu za konkretną sprawą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postawa w rodzaju "wolę iść na marsz w konkretnej sprawie" bardzo mi imponuje. :) Pozdrawiam ciepło i dziękuję za komentarz!

      Usuń