poniedziałek, 12 grudnia 2011

Ten pierwszy raz


Pierwszy wpis na blogu, trochę jak pierwszy papieros z rana. Zawiera obietnicę czegoś ekscytującego, sprawia, że lekko kręci się w głowie. Tylko że papieros niezmiennie dostarcza dobrze znanych doznań, a blog to jednak podróż w nieznane. Po co go właściwie pisać? Będzie tylko jedną wśród milionów stron, których i tak nie da się przebić ani popularnością, ani błyskotliwością stylu. A może właśnie nie trzeba przebijać? Może lepiej znaleźć swój własny głos, ten mityczny własny pokój, i zwyczajnie robić swoje? Blog o bezsensie i niemożliwości pisania bloga? Tylko patrzeć, jak zamiast zostać Fellinim w „Osiem i pół”, człowiek zacznie kręcić się w kółko i pożerać własny ogon. Żeby ładnie opowiedzieć o blokadzie twórczej, najpierw trzeba być artystą.

O czym tu więc? Może o pudełku z herbatą? Jest zielone, herbata w nim waniliowo-truskawkowa, ale nie po to piszę, żeby było kolorowo i pachniało magią. Niewinne pudełko z herbatą oznajmia mi bowiem „Rak’n’roll – wygraj życie!”. No i tak, Rak’n’roll, jak się dowiedziałam, jest fundacją pomagającą chorym na raka. Nawet nie tykam szlachetnej inicjatywy, jest ważna i potrzebna, oby takich jak najwięcej. Nie opuszcza mnie jednak poczucie dysonansu, kiedy patrzę na to radosne logo i filuterną nazwę.

Rozmawiamy dziś o raku, rozmawiamy dużo, często i potrzebnie. Ale nie dość już dziś mówić o profilaktyce czy problemach osób chorych – całe to meritum zostało odsunięte w kąt przez konwencję. Niestosownym stało się nagle napisać „Dziewczyny, badajcie się bo to bardzo ważne” – nie, na topie jest obecnie poinformować na Facebooku o kolorze stanika lub majteczek. To, co nigdy nie było i nie będzie niczym innym, jak straszną chorobą, zostaje nagle poprószone kolorowym lukrem, ma lśnić i mrugać, a jedynie jako skutek uboczny skłaniać do refleksji.

Oczywiście, są to sprawy których wszyscy się boimy, i oczywiście, łatwiej przyciągnąć uwagę kiedy jest różowo, radośnie i rock’n’rollowo. A jednak męczy mnie to poczucie niestosowności – bo co dalej? Żarty w stylu „W Sowieckiej Rosji, to rak ma ciebie”? Czy to jest jeszcze oswajanie, czy trywializacja? Dlaczego strach, emocja tak głęboko ludzka i naturalna, musi koniecznie zostać wyparty przez lukier? Czy żyjemy w aż tak głupiej i płytkiej kulturze, czy to tylko ja mam problem ze zrozumieniem mechanizmów oswajania?

Żebyś to durna dziewczyno myślała o swojej magisterce tyle co o wszystkim innym.

3 komentarze:

  1. do bólu płytka jest nasza kultura, do cholernego bólu... boli, gdy włączasz tv- na krótko rzecz jasna, bo na dłużej się raczej nie da, kłuje, gdy patrzysz na bilbord, ale najgorzej, gdy rozmawiasz z drugim człowiekiem, którego brak zdania, jakaś taka dziwna nijakość, szarość sprawia,że masz wrażenie bezsensu... na szczęście pojawia się czasem ktoś, o kim myślisz, gdy zasypiasz, myślisz o tym , co powiedział jakiś przechodzień, mimochodem, albo pani w pociągu... wiesz, ja myślę, że takie ''okazy'' zasługują na miano artystów w naszych czasach, bo bardzo ubarwiają świat, w każdym razie ten mój mały świat...

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiedziałabym wręcz, że dla tych chwil warto żyć ;-)

    OdpowiedzUsuń