środa, 11 stycznia 2012

Obrączka menela


To nie była chwila magiczna ani przywracająca wiarę w (nad) przyrodzoną dobroć natury ludzkiej. Nie było romantyzmu, był tylko autobus jak na standardy krakowskie zatłoczony w stopniu umiarkowanym. I potworny, potworny smród którego źródłem był menel objuczony pustymi puszkami. Jego strój wskazywał wyraźnie na wielotygodniowy brak kontaktu z proszkiem do prania, i przyznaję, że na mojej twarzy mimowolnie ukazał się grymas. Wpaja się nam ten szacunek do drugiego człowieka, gdzieś tam człowiek ma zakodowane, że menel też człowiek i minimum respektu mu się należy, a jednak… Ten odruch się pojawia zanim jeszcze zdąży się go zarejestrować, a co dopiero nad nim zapanować.

Nie wiem skąd ten człowiek przyszedł, nie wiem dokąd zmierzał. Wiem tylko, że kiedy wyciągnął swoją (brudną, a jakże, ale przecież nie chodzi w tej notce o to aby odmieniać słowa „brud” i „smród” przez wszystkie przypadki) dłoń, żeby nacisnąć guzik otwierający drzwi, coś nagle błysnęło przed moimi oczami. Nie, nie był to zabłąkany promień słońca, który przydałby nadziei temu smutnemu obrazkowi – było to coś w pewnym sensie o wiele bardziej tandetnego. Na serdecznym palcu menela tkwiła mała obrączka.

Jako osoba obdarzona wybujałą wyobraźnią, mogłabym wysnuć tysiąc rzewnych historii na temat tej obrączki. Nie wiem nic o tym człowieku i nigdy się nie dowiem, a jednak, pomimo usilnych starań, napełnił mnie jakąś durną tkliwością. Wyjaśnienie może być bardzo proste, pewnie obrączka jest wykonana z tak tandetnego materiału, że jej wartość nie umywałaby się do brzęczącego worka. A może jednak nie. A może… może… Znów w mojej głowie rodzą się sentymentalne scenariusze i ogarnia mnie idiotyczne wzruszenie. A od dawna nie wierzę już, że amor vincit omnia.

Tak oto potraktowałam tego człowieka instrumentalnie, czyniąc go nośnikiem swojego zdychającego idealizmu.

2 komentarze:

  1. Przy całym moim sarkastycznym realizmie lubię wierzyć, że amor vincit omnia. Tak na przekór sobie.
    A czytając Twojego posta od razu obiawiła mi się zawiła i smutna historia miłosna menela, co przygnębiło mnie bardziej niż to, że prawdopodobnie przymiera on głodem. oh, well...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja chyba potajemnie też jeszcze trochę wierzę tylko się nie przyznaję, dlatego ta obrączka tak mnie wzruszyła... Ech, naiwny romantyzm umiera ostatni. ;-)

    OdpowiedzUsuń