Siedziałam z dziewczynami
w kuchni, piłyśmy wino i herbatę. Jedna z nich była w ciąży.
„Nie chcesz może dotknąć
brzucha Alicji?” zapytała Magali. „Podobno to przynosi szczęście.”
„Nie,” wydukałam, „nie
chcę. To w końcu jej brzuch, czułabym się jakbym naruszała jej przestrzeń.”
„To prawda że my, Francuzi,
mamy skłonność do dotykania wszystkich wokół,” przyznała Magali. „Już małe
dzieci uczą się dawać buziaka na powitanie…”
Gdy ponad rok temu
przyjechałam do Francji, byłam trochę jak takie dziecko, które trzeba
nauczyć pewnych zwyczajów. I w dalszym ciągu moja zgoda na całowanie znajomych
w policzek na powitanie (i czasem na pożegnanie) wydaje mi się całkiem sporym
aktem konformizmu.
W Polsce całuję tylko
rodzinę, i do tego tę dalszą, z którą widujemy się rzadko. Trzy razy, chociaż
czasem mi się zapomina i zaczynam się odwracać po dwóch, cmok cmok, to co
dzisiaj na obiad, a no zaraz, należy się jeszcze jeden cmok. Nie znosiłam tego
już jako dziecko, podobno nie chciałam całować mojego wujka i uciekałam. Fakt
że byłam ogólnie trochę zdziczała, raz nawet pojechałam Wałęsą i w miejscu
pracy mojego taty podałam jakiemuś panu nogę…
We Francji ilość cmoków
zależy od regionu. Tu gdzie mieszkam normalnie są to dwa, ale zdarzają się też
osoby które robią trzy albo cztery, straszliwie to wszystko skomplikowane.
Umieram ze śmiechu, gdy w moim ulubionym programie telewizyjnym ludzie pochodzący
z różnych miejsc poznając się z miejsca pytają, to ile u ciebie tych buziaków?
Cmok cmok cmok.
Lubię dotykać mojego
faceta. Lubię przytulać moich rodziców. Lubię przytulać najbliższych przyjaciół
których nie widziałam od bardzo dawna. Mam zaś zerową potrzebę dotykania
jakichkolwiek innych osób. Mierzi mnie przypadkowy łokieć w autobusie,
niepotrzebna ręka na ramieniu sprawia czasem, że mam chęć ją odgryźć. Jeśli
kiedyś zajdę w ciążę, za nieproszone dotykanie mojego brzucha będę chyba bić po
głowie. To co, nadal uważasz, że przynoszę szczęście?!
To wszystko brzmi tak
strasznie, jakbym była jakimś potworem o dziewięciu szczekających głowach, a
przecież często słyszę że jestem właśnie grzeczna aż do przesady, że szczekam zdecydowanie
za mało. Uśmiechnięta, miła, pomocna.
Po prostu buziak na
przywitanie niczego według mnie nie wyraża. Z wyjątkiem sytuacji kryzysowych,
kiedy ktoś (a nawet ja sama) ma potrzebę wsparcia i otuchy, to nie przez dotyk
okazuję swoją przyjaźń. Znam osoby, które całuję na przywitanie „dla świętego
spokoju”, a potem robię wszystko żeby tylko z nimi nie rozmawiać. Długa i
ciekawa konwersacja jest chyba znacznie lepszym wyrazem uznania niż te straszne
cmoki.
Smoki. Już mnie nie
przerażają, już prawie weszły mi w nawyk, ale w dalszym ciągu wydają mi się
kompletnie bez sensu. Skoro lubię spędzać z tobą czas i dobrze się dogadujemy,
po co nam do tego jakiś wymuszony element dotykowy?
Najgorsze są osoby, które
się ich domagają, mimo że praktycznie cię nie znają. Widzisz pięć znanych ci
osób którym towarzyszy jakiś krewny czy znajomy królika, buzi buzi, ale ciebie
mój kochany to w życiu nie widziałam na oczy. I oczywiście ten właśnie
pominięty narobi rabanu, że co to, jemu nie należy się buzi?
Pozytywem takich sytuacji jest to, że wydają
mi się zaproszeniem do ciętych ripost. Te zaś zdecydowanie sprawiają mi znacznie
większą przyjemność niż buziaki…
Dziękuję za uwagę. Bisous.
(Imiona zostały zmienione,
tak dla draki.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz