środa, 27 sierpnia 2014

O złym dotyku



Siedziałam z dziewczynami w kuchni, piłyśmy wino i herbatę. Jedna z nich była w ciąży.

„Nie chcesz może dotknąć brzucha Alicji?” zapytała Magali. „Podobno to przynosi szczęście.”

„Nie,” wydukałam, „nie chcę. To w końcu jej brzuch, czułabym się jakbym naruszała jej przestrzeń.”

„To prawda że my, Francuzi, mamy skłonność do dotykania wszystkich wokół,” przyznała Magali. „Już małe dzieci uczą się dawać buziaka na powitanie…”

Gdy ponad rok temu przyjechałam do Francji, byłam trochę jak takie dziecko, które trzeba nauczyć pewnych zwyczajów. I w dalszym ciągu moja zgoda na całowanie znajomych w policzek na powitanie (i czasem na pożegnanie) wydaje mi się całkiem sporym aktem konformizmu.

W Polsce całuję tylko rodzinę, i do tego tę dalszą, z którą widujemy się rzadko. Trzy razy, chociaż czasem mi się zapomina i zaczynam się odwracać po dwóch, cmok cmok, to co dzisiaj na obiad, a no zaraz, należy się jeszcze jeden cmok. Nie znosiłam tego już jako dziecko, podobno nie chciałam całować mojego wujka i uciekałam. Fakt że byłam ogólnie trochę zdziczała, raz nawet pojechałam Wałęsą i w miejscu pracy mojego taty podałam jakiemuś panu nogę…

We Francji ilość cmoków zależy od regionu. Tu gdzie mieszkam normalnie są to dwa, ale zdarzają się też osoby które robią trzy albo cztery, straszliwie to wszystko skomplikowane. Umieram ze śmiechu, gdy w moim ulubionym programie telewizyjnym ludzie pochodzący z różnych miejsc poznając się z miejsca pytają, to ile u ciebie tych buziaków?

Cmok cmok cmok.

Lubię dotykać mojego faceta. Lubię przytulać moich rodziców. Lubię przytulać najbliższych przyjaciół których nie widziałam od bardzo dawna. Mam zaś zerową potrzebę dotykania jakichkolwiek innych osób. Mierzi mnie przypadkowy łokieć w autobusie, niepotrzebna ręka na ramieniu sprawia czasem, że mam chęć ją odgryźć. Jeśli kiedyś zajdę w ciążę, za nieproszone dotykanie mojego brzucha będę chyba bić po głowie. To co, nadal uważasz, że przynoszę szczęście?!

To wszystko brzmi tak strasznie, jakbym była jakimś potworem o dziewięciu szczekających głowach, a przecież często słyszę że jestem właśnie grzeczna aż do przesady, że szczekam zdecydowanie za mało. Uśmiechnięta, miła, pomocna.

Po prostu buziak na przywitanie niczego według mnie nie wyraża. Z wyjątkiem sytuacji kryzysowych, kiedy ktoś (a nawet ja sama) ma potrzebę wsparcia i otuchy, to nie przez dotyk okazuję swoją przyjaźń. Znam osoby, które całuję na przywitanie „dla świętego spokoju”, a potem robię wszystko żeby tylko z nimi nie rozmawiać. Długa i ciekawa konwersacja jest chyba znacznie lepszym wyrazem uznania niż te straszne cmoki.

Smoki. Już mnie nie przerażają, już prawie weszły mi w nawyk, ale w dalszym ciągu wydają mi się kompletnie bez sensu. Skoro lubię spędzać z tobą czas i dobrze się dogadujemy, po co nam do tego jakiś wymuszony element dotykowy?

Najgorsze są osoby, które się ich domagają, mimo że praktycznie cię nie znają. Widzisz pięć znanych ci osób którym towarzyszy jakiś krewny czy znajomy królika, buzi buzi, ale ciebie mój kochany to w życiu nie widziałam na oczy. I oczywiście ten właśnie pominięty narobi rabanu, że co to, jemu nie należy się buzi?

Pozytywem takich sytuacji jest to, że wydają mi się zaproszeniem do ciętych ripost. Te zaś zdecydowanie sprawiają mi znacznie większą przyjemność niż buziaki…

Dziękuję za uwagę. Bisous.

(Imiona zostały zmienione, tak dla draki.)